Dżin z lampy

Zawsze mnie zastanawiało jak ten kafar się tam mieści, czy ma Netflixa i co tak naprawdę potrafi?

Gra Homeworlds odpowiedziała mi na część z tych pytań. Znacie te uczucie kiedy ktoś Wam tłumaczy zasady, a Wy już wiecie, że to będzie cholernie dobra gra? Ja tak miałem wczoraj, tuż przed partią w:

Homeworlds | Board Game | BoardGameGeek

Gra, a raczej seria gier, która ma już 20 lat!! Przez 20 lat ten dżin siedział w lampie i nikt go nie mógł stamtąd wyciągnąć. Aż do zeszłego roku kiedy gra wprost z Kickstarera trafiła w ręce graczy.

Powiem szczerze, że kiedy pierwszy raz zobaczyłem zdjęcia w sieci nie byłem przekonany. Pomyślałem o pewnej nocy, tej w której moje dzieci zapominają złożyć ją do pudełka i zostawiają ją rozłożoną na dywanie…. a wtedy zaspany idę ja!

Dodatkowo słyszałem, że to abstrakt więc mój zapał to był taki płomyczek ciekawości – ze względu na te kolorowe stożki.

Siadaliśmy do gry zmęczeni po partii w Roads & Boats, a to średnio dobry czas antenowy na poznawanie i słuchanie zasad nowego tytułu. Tytułu, który tłumaczy się ciężko, a rozumie jeszcze gorzej. Ale kiedy zaczęły padać pierwsze określenia typu układ planetarny, podróże międzygwiezdne, odkrywanie i podbijanie światów pojawiły się pierwsze błyski … Przecież to 4x!!

Nie oszukuję, to wciąż abstrakt ale gdyby zamiast stożków dać meeple to mógłby być tytuł z serii Tiny Epic. Tylko lepszy.

Ok, to co w tej grze tak naprawdę mi się podoba.

Warunki zwycięstwa. Trzeba rozwalić startowy świat przeciwnika. Musimy tam dolecieć i:

a) zniszczyć flotę strzegącą ojczystej planety
b) zniszczyć sam ojczystą planetę (dwa stożki)
lub
c) przeludnić go

Kolory, rozmiary, pozycje. Każdy kolor stożka pozwala na inne akcje. Stożek leżący to flota, stojący to planety. Oznacza to że każda planeta w zależności od koloru pozwala nam na różne akcje. Tak samo statki. Oznacza to również, że wasz startowy świat, który składa się z dwóch kolorów ma różne tryby do obrony. Może być czerwony i żółty, dzięki temu macie mobilność i atak. Może być zielony i niebieski pozwalając Wam na produkcję floty i zmianę koloru (czyli innej akcji). Stożki mają wielkości. Im większy tym więcej może. Wszystko się tu spina fabularnie i mechanicznie.

Bank. Najważniejszą i jedyną planszą w grze jest bank stożków. To stąd bierzemy nasze statki, stąd kładziemy na stół odkryte planety. Niby nic szczególnego, nawet eurobiznes ma bank. Ale ten bank jest magiczny. To znaczy jeśli weźmiesz sobie z niego stateczek o rozmiarze np. 2 podczas akcji produkcji, to będzie znaczyło, że ten następny o rozmiarze 3, udostępniasz przeciwnikowi. Fajne? Nie, bardzo bolesne i paraliżujące. Należy dwa razy pomyśleć zanim odblokujemy coś przeciwnikowi.

Poświęcenie. Ciekawy mechanizm, który pozwala nam zainwestować nasze zasoby w galaktyczny podbój.

Normalnie mamy jedną akcję. Ale jeśli poświęcimy statek to w zależności od jego wielkości możemy maksymalnie wykonać do 3 akcji w jednej rundzie. Sprytne, przebiegłe, podstępne zagranie!!

Przeludnienie. Problem z emigracją istnieje nawet w kosmosie. Jeśli w jakimś momencie przy jednej planecie znajdą się co najmniej 4 elementy w tym samym kolorze, przeciwnik może odpalić przeludnienie i wszystko w tym kolorze znika. Taki Tanos2

Podróżowanie. Ponieważ stożki mają wielkości od 1 do 3 to oznacza kod podróżowania. Nie można wlecieć na planetę tej samej wielkości. To jest element, który ciężko jakoś spiąć fabularnie, w tym miejscu wychodzi mechanika ale jak na abstrakt to całkiem niezły wynik. Dzięki temu wprowadza nam to logiczną zagadkę, decyduje jak blisko będą siebie startowe światy graczy i pozwala na ciekawe strategie. Opuszczone planety, znikają, tracimy nad nimi kontrolę odkładamy do banku.

W naszej partii udało mi się przykucnąć małym statkiem na niebieskiej planecie tuż pod bazą przeciwnika. To była wielka, żółtoczerwona forteca. Czerwony dawał jasno do zrozumienia kto tu rządzi. Przy bazie był największy ze statków w zielonym kolorze. Oznaczało to, że każdy to wpadał w odwiedziny był przechwytywany i obracany na stronę gospodarza.

Wkrótce do niebieskiej planety dołączyły kolejne zielone (produkcja) stateczki, później żółte (ruch). A wielki zielony deestroyer mógł tylko stać i zerkać nerwowo na sąsiednią działkę (jeśli przy bazie nie zostanie ani jeden statek przegrywasz, więc lepiej mniej dwa). Zielone ruszyły do… zaludnienia. Pod czerwoną bazę przyleciał pierwszy zielony, mały stateczek.

Gracz miał do wyboru albo je przejmować albo nic nie robić. Niestety żadna z tych opcji nie chroniła go przed przeludnieniem. Rozpoczął się wyścig. Ponieważ miałem tylko jeden mały żółty statek to mój desant był powolny. Przeciwnik odkrył nową, sąsiadującą ze mną planetę i wysłał mi batalie zielonych robaków. Zrobił to co ja chciałem – przeludnienie. Ale był jeden problem, to była niebieska planeta. Co prawda został mi tylko żółty statek ale dzięki niebieskiemu kolorowi (zmiana) mogłem go przemalować na zielono i niestety kolejne przeludnienie było już w sąsiedniej bazie.

Genialna gra. Wszystko tu jest zasobem, statki, planety kolory. Tyle gry w jednym pudle.

Czy mówiłem, że gra jest wielkości dwóch paczek fajek? To istny dżin z lampy spełniający wszystkie marzenia planszówkowego geeka.

To pierwsza partia, pierwsze wrażenia, pierwsze endorfiny i motyle w brzuchu, zobaczymy co dalej. Ale zdradzę Wam moją tajemnicę: potrafię wyczuć czy ktoś mi polewa siki czy szampana już przy pierwszym łyku (czuć bąbelki).

Żeby Was zniechęcić do wykupienia wszystkich kopii z polskich sklepów powiem że to wciąż abstrakt. Chciałbym żeby to było pełno prawne 4x. Homeworlds rozbudza wyobraźnię, czujesz się jak strateg opracowujący plan podbicia kosmosu ale to wciąż tylko stożki na stole. Bądźcie ostrzeżeni! Dla mnie jest już za późno. Odleciałem…

Czy mówiłem ?… Dobra starczy, jeśli jeszcze nie masz tej gry w koszyku to nic więcej cię nie przekona. Nawet cena.. 80zł

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *