P… jak Pegasus.

Ciekaw jestem kto z Was pamięta magię Pegasusa? Jeden kartridż, a w nim 33333 gier. W pudełku Polis są dwie: euro i wojenna. Można wybrać.

Ok to nie zawsze my wybieramy, ale nasz przeciwnik. Jeśli gram z kolegą Piotrkiem to wiem, że muszę uważać na każdy kawałek mapy. Ten rozbójnik wyniucha każde ziarnko pszenicy i każdą grudkę srebra do swojej kieszeni schowa. To jest Polis gra wojenna.

Nie chodzi o samą ilość konfliktów, ale o napięcie – poczucie zagrożenia, że wróg nie śpi, czuwa i zaraz pochwyci dziewice jak smok wawelski.

Do tego wydatki, nieustanne koszty rosnącej armii, coraz bardziej wyniszczające podboje, wyrywanie sobie z rąk tych samych polis. Trudno handlować kiedy morskie akweny strzegą wrogie triery. Na lądzie hoplici. Obie strony rwą się do walki ale każdy chce rozegrać ją na swoich warunkach. Ateńczycy na wodzie, spartanie na lądzie. Kolejne tury to pogłębiająca się bieda i zdenerwowanie. Proxenosi podróżują po całej Grecji by wzniecać bunty przeciwko Lidze przeciwnika.

Na koniec gry musimy pokazać swoje polis i podliczyć punkty za zamieszkującą je ludność. Ale jej nie ma! Widzimy tylko opustoszałe ruiny i wygłodzone twarze wpatrzone w hegemonów. Wtedy rozumiemy, że nie do końca tędy wiedzie droga do chwalebnego zwycięstwa.

Nie czujecie się dobrze w takich warunkach? To można zagrać w euro-polis. Wystarczy powstrzymać się przed pokusą niszczenia i zacząć tworzyć. Wtedy skupiamy się na realizowaniu kontraktów handlowych, zmieniamy nasze ziemie w mlekiem i miodem płynące krainy szczęścia. Dzięki temu mamy środki aby inwestować w kulturę i realizować wielkie projekty (świątynie, pomniki). Typowy wyścig w optymalizację i zarządzanie zasobami. Tak gram z Jarkiem, który lubi budować, a niekoniecznie niszczyć. Podczas partii rzucamy się na ziemie niczyje i je eksploatujemy, raczej unikając walki.

Ale nawet tutaj w tej idylli, pojawia się cierń. Moment, w którym ktoś mówi… „hmm ale ja chciałem to zająć”. Ten cierń zaowocuje w kolejnych rozgrywkach. Być może minie jeszcze kilka partii, ale w końcu nawet eurogracze zrozumieją, że ciekawą opcją jest kij wsadzony między szprychy sąsiada. Wtedy gra nabierze innego oblicza.

A więc wracamy do kartridża Pegasusa z 3333 grami.

W pudelku Polis oczywiście nie zajdziecie dwóch oddzielnych gier na dwóch stronach mapy. To będzie wciąż ta sama gra, to wciąż będzie Polis. Ale każda partia będzie inną grą. Nie potrzeba do tego kart z barwną historią w tle. Wy sami napiszecie nowy scenariusz tej dziwnej wojny po każdej skończonej rozgrywce. Ta gra zmieni swoje oblicze nie tylko ze względu na charakter osób do niej siadających, ale za każdym razem będziecie chcieli sprawdzić nowe pomysły. To jest coś co kocham w grach najbardziej. Wręcz nałogową chęć odkrywania i zgłębiania możliwości strategii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *