Ty gnoju, złamałeś mi nos… Nie bolało!

And we are the ones that wanna choose
Always wanna play
But you never wanna lose
– System of Dawn

Nikt nie lubi przegrywać, nie każdy potrafi.

Pamiętasz swoją pierwszą rozgrywkę z negatywną interakcją? No … (zachęcający uśmiech) przypomnij sobie. Co sobie wtedy pomyślałeś?

„Ale!!!? coooo??? Dlaczego WE MNIE?” Coś jakby strzał w pysk, nie? Coś cię zalało i chyba to nie była dopamina. Tyle planów, strategii, marzeń o wygranej, zniszczonych przez barana, który postanowił Ci to wszystko zepsuć. Och, jak to wnerwia. Zadajesz sobie pytanie „po co grać w coś co tak wkurza?” Mało mam stresu na co dzień? W pracy, domu, komunikacji miejskiej… szczególnie tam. Czy gry nie powinny bawić, nieść ładunek radości i przyjaźni jak cholerne troskliwe misie? Mamy się nad planszą asymilować, a nie przeklinać.

Na szczęście świat poszedł na przód i mamy świetne tytuły, w których ścigamy się z łamigłówką wymyśloną przez projektanta. Przyjacielskie gry, prawdziwy pojedynek umysłów. „Ale nie mów nic do mnie teraz, bo to mnie rozprasza, mówię bądź cicho, dopinam ostatnie kombo, zaraz wygram, już dochodzę, punkty trzaskają jak szalone. WYGRAŁEM 102 pieprzone punkty!!! Kto jest szefem?? BUJAKAKA frajerzy!!! System rozwalony! Koledzy, widzieliście to???, koledzy… koledzy? Kurczę odcięło mi neta, nikt tego nie widział… Szkoda. Ale te łamigłówki są naprawdę fajowe”.

Pisałem ostatnio o podwórkowej zabawie w kapsle. To było fajne, dużo emocji, śmiechy/chichy. Dobra zabawa, ale były też inne. Na przykład jak ktoś wkurzył to laliśmy się po pyskach. Niby nic fajnego, dużo stresu, siniaki, poczucie upokorzenia jak lądowało się na glebie. Ale siniaki znikały dosyć szybko i następnego dnia znów szły kapsle po asfalcie. Wracaliśmy mocniejsi, bardziej odporni, trochę otrzaskani – dosłownie i w przenośni.

Pamiętam moje pierwsze gry z interakcją. Czarny Piotruś przejechał się po mnie jak armia czerwona, co mógł zabrać to wziął resztę rozwalił. Upodlony, siedzę przy stolę, patrzę w to pogorzelisko i obmyślam wymówki przed kolejnym spotkaniem. Ale to jeszcze za chwilę, teraz trzeba wyciągnąć rękę, pogratulować i skłamać, że dobra partia.

Na szczęście siniaki szybko znikają. Za tydzień wracam jakby trochę bardziej mocniejszy. Stwierdzam, że skoro już tak zostałem upodlony to bardziej się nie da. A więc… pieprzyć to jedziemy! I pojechaliśmy.

Mamy dziś fioła na punkcie uprzejmości i bezpieczeństwa. Zabezpieczamy się w każdej możliwej sytuacji. Chodzimy delikatnie na paluszkach, żeby nikogo nie urazić, i to jest fajne… miłe. Unikamy konfliktów bo to zdrowe ale niestety bez walki chociażby na stole nie uczymy się przegrywać. Wiem, mamy dużo rywalizacji w życiu. Nie jest łatwo, ale właśnie gry dają nam możliwość symulacji, zdrowej rywalizacji. Dzięki nim możemy przenieść się do niebezpiecznej krainy. Miejsca gdzie zdobycie małej ilości punktów to najmniejszy problem, ponieważ to co jest w stanie nam zgotować drugi „człenio”, nasz kolega przy planszy, nie wymyśli najlepszy designer. Gwarancja DPS-u.

Jeśli nie nauczymy się pokory to jakoś łatwiej się obrażamy: na grę, na graczy. Widziałem to! Ludzie odchodzili od stołu ze skwaszoną miną, albo szybko ubierali kurtkę bo „coś im wypadło”, wkurzeni na cały świat, że ktoś przegrał im grę. Ale widziałem też innych. Zawziętych skurczybyków, którzy staną na kancie chu…steczki żebyś tylko nie wygrał ale… całą tą petardę ładują w rywalizację NA planszy. Zupełnie się to nie przekłada na jakiekolwiek osobiste relacje. Kończy się gra, jest uśmiech, mocny uścisk, szczere gratulacje. Uwielbiam grać z takimi ludźmi. Co nas nie zabije…

Tak więc panie i panowie nie bójmy się przegrać!

Pozdrawiam
Przegryw nr. 1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *