Nietoperz czy kruk

Gdybym nie kupił biletów wcześniej pewnie nie poszedłbym na premierę nowego Batmana, patrząc na prawie pustą salę myślę, że wiele osób ze względu na obecną sytuację odpuściło sobie wyjście do kina.

Ale oderwanie myśli w ten sposób od tego co się dzieje na Ukrainie, to dobre lekarstwo.

Batman zawsze był dla mnie najciekawszą komiksową postacią. Od początku czający się w ciemnościach tajemniczy symbol walki przeciwko złu które niszczyło zgniłe Gotham.

Wydaje się, że pierwsze ekranizacje w latach 90-tych miały jakby łatwiej. Uniwersum było żywcem przeniesione z komiksów. Postacie przerysowane i jednoznaczne. Tu walczy dobro tu zło! A dookoła mamy gotyckie Gotham.

Później poszło to jeszcze dalej i dostaliśmy pulp Batmana z samochodem wjeżdżającym po ścianie, pana Jima Carreya Zagadkę itp. Spuśćmy kurtynę niepamięci na tamtą część.

Kolejny etap to Batman wsadzony do naszej rzeczywistości. Mamy normalny świat i faceta w kominiarce i glanach wymierzającego sprawiedliwość. Coś zgrzytało. Nawet jak nałożył pelerynę. Mimo wszystko Christian Bale w roli nietoperza mi się podobał. Z każdą częścią coraz bardziej. Szczególnie w ostatniej kiedy staje naprzeciwko „Człowiekowi który złamał nietoperza”.

W końcu mamy Batmana wielkiego jak skurczybyk. Dopakowany Ben Affleck, walczy z Supermanem i mówi piękne zdanie:

Tell me, do you bleed? You will.

Tutaj widzimy kwintesencję Batmana: super inteligentnego, przebiegłego łowcę, którego muszą bać się nawet najtwardsi.

Jak zatem wypada Robert Pattinson? Jako Bruce Wayne, przybiera rolę totalnego odludka. Oderwany od rzeczywistości, ciągle smutny jakby właśnie wczoraj stracił rodziców. Jako Batman to chodząca furia. Widać, że sprawia mu radość wyżywanie się na przerażonych bandziorach. To jest ten element, który w Batmanie lubię najbardziej. Bohater, jako spowita ciemnością zemsta, której boją się nawet przestępcy.

To jest najmroczniejszy z Batmanów. Nie tylko ze względu na scenerię, która w końcu nabrała komiksowego charakteru i łagodnie przyjęła postać w masce i pelerynie, ale przede wszystkim na Człowieka-Zagadkę. Pana, którego ktoś przeniósł z planu zdjęciowego Piły na plan Batmana. Tutaj nie ma już komiksowego przerysowania, to psychol jakiego znamy z wiadomości, czy kronik policyjnych. Ma swoje problemy, cierpienia ale nie wzbudza w nas litości. Jest totalnie skopany i bardzo inteligentny.

Batman więc nie tylko musi dać komuś w mordę ale sporo się nagłówkować, nad rozwiązaniem zagadek. Mimo, że fabuła jest przewidywalna to mnie te lanie po pyskach i podróż z Batmanem po ulicach Gotham wciągnęła.

Nie bardzo podobał mi się pomysł na historię wokół Thomasa Wayne’a. Podobnie jak w Jokerze mamy odczarowywanie postaci cudownego filantropa ale tam zostało to poprowadzone do końca tutaj w finale wystrzelił mokry kapiszon.

Główny pomysł na postać Batmana jest utrzymany. Widać jak próba niszczenia zła przez nietoperza, przyciąga tylko większe kłopoty. Ciemność przyciąga jeszcze większych szaleńców. Batman musi być postrachem dla złoczyńców, a filantropia rodu Wayne’ów nadzieją dla obywateli Gotham. Sam strach nie wystarczy.

Wracając więc do punktu wyjścia. Czy nowy Batman to nietoperz, czy kruk? Gotham w nowej odsłonie jest jak nieustające święto Halloween. Jest tam miejsce na przebierańców, jest mrok i zło. Batman przypomina mi Kruka z Brandonem Lee – gotycki, ponury mściciel, który powrócił do żywych wyrównać rachunki. Jednak głównym zadaniem Nietoperza pozostaje osłonięcie, czarnymi jak noc skrzydłami, ukochanego Gotham. Sam też walczy żeby nie przekroczyć granicy i nie stać się jak Ci, których ściga, wciąż musi pozostać Brucem Waynem i pewne kwestie załatwić jako panicz Bruce.

To nie jest próba stworzenia bohatera dramatu jak w przypadku Jokera. To wciąż kino akcji, gdzie mamy pościgi, nawalanki, akty poświęcenia i wybuchy. Jeśli komuś spodobał się Joker i liczy na takiego Batmana to się zawiedzie. Jeżeli ktoś tak jak ja od dziecka uwielbia historie o zamaskowanym mścicielu to podobnie jak ja z kina wyjdzie zadowolony. To nie jest super mega przełomowy film w historii Batmanów, to kolejny odcinek o Batmanie jakiego znam i lubię. Cieszę się, że pozostał w takim stylu. Jest mrocznie, ale heroicznie. To kolejny krok w rozwoju postaci, dopasowany do współczesnych oczekiwań ale nie przekreśla tego co najważniejsze, kiedy wydaje się że dla Gotham nie ma nadziei: Something in the Way

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *